|
Liczba odwiedzin
|
Marta Marcinkowska - rozmowa z dziadkiem
Sobotni wieczór spędziłam z dziadkiem Jankiem. Zadawała
mu pytania, na które był już przygotowany.
Czasy PRL-u pamiętał wycinkowo już od roku 1956, gdy w
naszej miejscowości nie było jeszcze prądu. Oświetlenie to lampy naftowe, a
we wsi był jeden odbiornik radiowy kwarcowy na baterie. Wiadomości rozchodziły
się drogą „pantoflową”. Najwięcej informacji przynosił listonosz. Lata
„szkoły podstawowej” 1956 - 1963 przyniosły wiele zmian - jego zdaniem na
lepsze. W tym czasie jego miejscowość (Folwark, gmina Kleszczów) została
zelektryzowana. Został podłączony telefon - jeden numer u sołtysa. Ponad to,
co dziadek pamięta - to został zawiązany obowiązek dostaw ziemniaków i żywca.
Wspólnie ze swoim ojcem, a moim pradziadkiem Felusiem wozili dostawy do GS-u.
Na pewno w tym okresie nie brakowało artykułów spożywczych w sklepie. Lata
1963 - 1968 to czasy, gdzie dziadek Janek mieszkał na Górnym Śląsku i jako
chłopiec zajmował się nauką i sportem. Wspomina, że pierwsze niepokoje zaczęły
się od 1966 roku. Chłopcy w internacie mieli „pogadanki”, aby nie brali
udziału w nielegalnych imprezach, a już w roku 1967 i 1968 obowiązkowo brali
udział w manifestacjach popierających władze PRL-u. Z tego okresu dziadek
zapamiętał pierwsze braki mięsa i wędlin. W roku 1967 na „Barbórce” w
Zabrzu był I sekretarz PZPR Władysław Gomułka i po uroczystej akademii odbyły
się demonstracje robotników. Dziadek i jego koledzy z internatu zostali
zwerbowani do zabezpieczania trasy przejazdu z Domu Kultury i Tańca na dworzec
PKP. Następnie dziadkowi Jankowi przypomniał się rok 1970 - grudzień. W tym
czasie - w okresie strajków na wybrzeżu nie było możliwości wyjścia do
miasta, a dziadek studiował w Szkole Oficerów Pożarnictwa w Warszawie.
Codziennie studenci mieli pogadanki z komendantem szkoły, a po wykładach oglądali
odpowiednie filmy w auli. Dopiero po wyborze Edwarda Gierka życie wróciło do
normy. Po roku 1972 dziadek wrócił w swoje rodzinne strony i zamieszkał w
Łękińsku, gdzie się ożenił i urodziła mu się córka, czyli moja mama a
dziewięć lat później syn. Dziadek dostał pracę w Bełchatowie. Z jednej
strony czasy PRL-u dziadek wspomina dobrze. Mógł się uczyć w wybranej
szkole, dostał stypendium od państwa, nie miał trudności z otrzymaniem
pracy. Jego dzieci mogły za darmo jeździć na kolonie, otrzymał talon na
kolejne dwa samochody. Z drugiej strony już od roku 1975 coraz częściej
dziadek słyszał o prześladowaniach grup opozycyjnych, a sytuacja gospodarcza
stawała się trudniejsza. Pamięta kartki żywnościowe, przydziały na benzynę,
obuwie. Trudno było to kupić bez znajomości w sklepie, gdy pracował się
osiem godzin.
Pierwsze wybory, w których dziadek brał udział to te w
czasie szkoły w Warszawie. Szedł ubrany na galowo w plutonie. Następne wybory
zatarły się w pamięci dziadka, ale wie, że brał w nich udział, ponieważ
jego teść, a mój pradziadek Stefan często mu powtarzał, ze trzeba być
obecnym, gdyż ci, którzy nie biorą udziału są odnotowywani, a informacja o
nich jest przesyłana do zakładu pracy. Na ile te informacje były prawdziwe
trudno dziadkowi ocenić.
Od roku 1980 dziadek związany był z „Solidarnością”.
Brał udział w wyborach do parlamentu w 1989 roku. Pamięta okres przed
wyborami, jak duże było zaangażowanie ludzi zarówno w zakładzie pracy jak i
w środowisku, gdzie mieszkał. Jak duża była liczba plakatów oraz ogromna
akcja przedwyborcza. Wszyscy poważnie traktowali swoje zadania. Głosował,
ponieważ chciał zmian. Ostatnie lata PRL-u to pogarszająca się sytuacja
gospodarcza, choć z drugiej strony dziwiło to dziadka. Ludzie pracowali więcej,
na wsi rolnicy też dużo hodowali, a wszystkiego brakowało. Często zadawał
sobie pytania - co się z tym dzieje? Gdzie to wszystko znika? Ludzie byli
przekonani, że jest to wszystko ukartowane, aby zwalić winę na „Solidarność”.
Dziadek głosował wtedy na ludzi, którzy na plakatach
byli z Lechem Wałęsą. Zapamiętał jedno nazwisko - Ryszard Brzuzy.
Oczekiwania wszyscy mieli jednakowe, chcieli, aby zmieniła się sytuacja
gospodarcza kraju, sytuacja polityczna, aby nie było dominacji jednej grupy
ludzi, aby była wolność wypowiedzi i demokracja.
Od tamtych lat nastąpiło wiele zmian. Społeczeństwo
przeszło wiele trudnych chwil. Ludzie zaradni podejmowali pracę w prywatnych
firmach lub zakładali własne. Najwięcej zdaniem dziadka stracili rolnicy, później
robotnicy niewykwalifikowani. W tym czasie rozrosła się do niewyobrażalnych
granic administracja. Przykład to Urząd Gminy - w latach 80/90 - to kilkanaście
osób, a obecnie około stu. U dziadka w pracy w latach 90/95 to 6 - 8 osób w
administracji, a obecnie ponad 15. To Sano dotyczy innych urzędów i
instytucji. Według dziadka początkiem przemian
i do czasu ostatnich wyborów społeczeństwo było bardziej zaangażowane
w życie polityczne. i społeczne. Obecnie to zaangażowanie maleje. Jak wynika
z obserwacji dziadka szczególnie dotyczy to ludzi młodych. Dziadek Janek
zawsze bierze udział w wyborach. Zarówno w prezydenckich, parlamentarnych i
samorządowych.
Bierze udział, gdyż jest to jego obywatelskim obowiązkiem,
niezależnie od tego, czy jego oczekiwania się spełniają czy też nie. Nie
jest zadowolony z tej ordynacji wyborczej, uważa, że powinno się wybierać
konkretną osobę i ją rozliczać.
Od samego początku przemian zarówno w pracy jak i w domu
wszyscy dyskutowali. Dziadek ocenił ostatnie 20 lat przemian na kilku płaszczyznach.
Według dziadka gospodarka liberalna przyniosła ogromne
straty. Upadły duże zakłady, które zatrudniały dużą ilość pracowników
m. in. Zakłady Bawełniane w Bełchatowie, Zelowie, Zakłady Chemiczne w Woli
Krzysztoporskiej, Zakłady w Tomaszowie i Radomsku. Te materiały i artykuły,
które były produkowane w tych zakładach są teraz sprowadzane z zagranicy -
najwięcej z Chin, Bliskiego Wschodu. Ich jakość oczywiście jest gorsza.
Zarabiają tylko firmy handlujące tymi materiałami. Hipermarkety nie płacą
podatków od dochodów, zwolnione są też od płacenia podatków od nieruchomości,
a płace dla pracowników są minimalne. Większość pracowników jest na zasiłkach
dla bezrobotnych. Polityka zdrowotna i społeczna nie jest również dobrze
prowadzona. Mimo, że jesteśmy w Unii Europejskiej, to polityka w tych
dziedzinach odbiega od takich państw jak Niemcy, Szwecja, Wielka Brytania,
Francja czy Hiszpania.
Zdaniem dziadka rządzący (wszystkie rządy od czasu
przemian) nie dbają w równy sposób o wszystkich obywateli. Są ważne tylko
elity i układy. Najmniej dba się o ludzi na stanowiskach robotniczych.
Po przemianach od 1989 roku dziadek i babcia starali się,
aby w pracy wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej. Nie poprzestali na pracy
zarobkowej w godzinach wolnych zajmowali się pracami dodatkowymi, prowadzili
gospodarstwo rolne, brali dodatkowe zajęcia. Zależało im, aby dzieci mogły
się kształcić, a w większości były to studia poza miejscem zamieszkania. i
wymagały dużych nakładów. Dziadek nie narzeka, że jest mu źle czy gorzej.
Zawsze może liczyć tylko na siebie i swoją rodzinę. Dzięki swojej pracy
babcia i dziadek wybudowali dla mojej mamy i dla mnie dom, pomogli mojemu
wujkowi, który studiował w Berlinie. Łatwiej niż dawniej mogli wszystko kupić,
ale i tak na wszystko np. pozwolenia trzeba było długo czekać.

Drugi wywiad przeprowadziłam z ciocią, która urodziła
się w czasie drugiej wojny światowej, i po wojnie wróciła do domu w Łękińsku,
z którego wcześniej wysiedlili ją Niemcy. Całe życie cioci było i jest związane
ze środowiskiem wiejskim. Wychowywała się w kochającej rodzinie, wśród sąsiadów,
znajomych i przyjaciół. W środowisku wiejskim, specyficznym środowisku,
wszyscy o sobie wszystko wiedzą i trzeba liczyć się z opinią ludzi. Ta
sytuacja zdeterminowała w pewnym stopniu postawę i światopogląd cioci. Wartości,
jakie ciocia wyniosła z domu rodzinnego mogła docenić z biegiem czasu. Z
najwcześniejszych swoich lat ciocia pamięta przedszkole, do którego uwielbiała
chodzić, zawsze była chłonna wiedzy, zaczęła korzystać z biblioteki
szkolnej i biblioteki księdza., bo nauka religii odbywała się podobnie jak
teraz w szkole. Już w szkole podstawowej ciocia często rozmawiała z koleżankami
o tym, co chce robić w przyszłości, w wyborze zawodu pomagali jej nauczyciele
i rodzice. Ciocia po ukończeniu szkoły podstawowej podjęła naukę w pięcioletnim
liceum, które przygotowało ją do zawodu nauczyciela. Z wieloma koleżankami
ze szkoły ciocia dalej utrzymuje kontakt, ma same dobre wspomnienia związane z
nauką w szkole średniej. Po liceum ciocia zaczęła pracować w szkole, w
trzecim roku pracy podjęła pięcioletnie studia zaoczne na kierunku
matematyka. W międzyczasie zaczęła uczyć w Kleszczowie, gdzie pracowała aż
do przejścia na emeryturę. Ciocia żyła pracą, całkowicie pochłonęła ją
szkoła, problemy uczniów, o których dużo opowiada, potem została
dyrektorem. Oprócz pracy było życie codzienne. Była coraz bardziej
niezadowolona z sytuacji w kraju, głównie z cenzury radia, prasy i telewizji.
Trudno było odróżnić, co jest prawdziwe, a co nie. Nie można było wyjechać
za granicę, wyjazdy były tylko dla wybrańców. Irytowały puste półki w
sklepach, polowanie na mięso i wędliny, papier toaletowy i zapisy na listach
kolejkowych. Ciocia brała udział w wyborach w czasach PRL-u. Głosowała
zawsze na określoną osobę, nigdy nie uczestniczyła w komisjach wyborczych i
w związku z tym nic jej się ciekawego nie przypomniało. Natomiast wybory do
parlamentu w 1989 były niezwykłym i oczekiwanym dniem. Wszyscy cioci znajomi i
ona sama też cieszyli się, że nastąpią zmiany. W tych wyborach ciocia głosowała
na Unię Wolności. Po tych wyborach ciocia spodziewała się następujących
zmian: sprawiedliwości, przejrzystości władz i przede wszystkim prawdy.
Ciocia bierze udział we wszystkich wyborach, uważa, że jej głos jest ważny.
Przemiany w Polsce po 1989 r. spełniły cioci oczekiwania
w zakresie wolności, możliwości kształcenia się w dowolnie wybranym kraju.
Każdy może wreszcie decydować o swoim losie. Znaleźli swoje miejsce ludzie
przedsiębiorczy, ale także niestety cwaniacy. Wiele osób zagubiło się w
nowej rzeczywistości, przede wszystkim ludzie niezaradni, pozbawieni pracy.
Wzrosła liczba bezdomnych, których kiedyś wcale nie było. Najgorszym chyba
skutkiem przemian, zdaniem cioci, jest stale rosnąca agresja wśród
nieletnich, wszyscy zdają sobie sprawę z tego problemu, podejmowane są jakieś
działania, ale na razie nic nie wskazuje na to, aby były skuteczne. Przemiany
gospodarcze w kraju idą w dobrym kierunku, miały też dobry wpływ na naszą
gminę.
 
[powrót]
|